Co się dzieje w pilskim schronisku dla zwierząt?

Miłośnicy czworonogów alarmują. Złe traktowanie i fatalne warunki bytowe zwierząt w schronisku, utrudnianie pracy wolontariuszom – lista zarzutów i żądań wolontariuszy jest znacznie dłuższa. Z zarzutami nie zgadza się właściciel schroniska na Leszkowie, emerytowany lekarz weterynarii Zenon Jażdżewski, który zapowiada, że sprawa swój finał znajdzie w sądzie.

Co na to wszystko Urząd Miasta, który przekazuje niemałe środki na utrzymanie pilskiego schroniska? Jak mówi prezydent Piły Piotr Głowski, liczne kontrole nieprawidłowości nie wykazały, a konflikt musi rozwiązać właściciel razem wolontariuszami.

– Każdy głos, który jest kierowany do nas traktujemy niezwykle poważnie. W listopadzie odbyła się kontrola schroniska pod kątem szczególnie tych zgłaszanych problemów, które dotyczyły opieki nad zwierzętami, spraw technicznych, administracyjnych. Nie było to działanie, które byśmy zapowiadali, wcześniej informując, że takie kontrole będą mieć miejsce. Próbowaliśmy również działań poza formalnych, aby zobaczyć w jaki sposób to się odbywa, nie wtedy gdy kontrolujący są na miejscu. Próbowaliśmy rozmawiać z wolontariuszami, żeby mieć duże spektrum wiedzy. Powiem, że od strony związanej z nadzorem, na który mamy wpływ, takich uchybień, które by potwierdzały, że tam coś złego się dzieje nie stwierdziliśmy. Oczywiście nie mamy wiedzy dotyczącej prywatnych, indywidualnych relacji pomiędzy osobą a osobą. Jak coś się wydarzyło, a nie ma świadka, nikt nie jest w stanie tego potwierdzić lub zaprzeczyć – mówi Piotr Głowski, prezydent Piły.

We wtorek, 19 lipca, odbyła się konferencja prasowa dotycząca sytuacji w schronisku dla zwierząt Piła – Leszków, na której dziennikarze mieli wysłuchać Zenona Jażdżewskiego, co ma do powiedzenia w tej sprawie. W spotkaniu uczestniczyli wolontariusze, którzy jasno mówili, że sytuacja jest zła i na dowód jedna z pań pokazywała wymowne fotografie. W tym momencie nie była to już konferencja prasowa, tylko forum dyskusyjne pomiędzy właścicielem schroniska a wolontariuszkami.

– Prowadzę kilka schronisk i nigdy nie było do ich funkcjonowania zastrzeżeń. A w przyszłym roku będzie już 20 lat działalności. Kontrolowani jesteśmy przez cały czas. Niedawno mieliśmy kontrolę prowadzoną przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, jego zastępcę, inspektora Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z Poznania oraz dwóch osób towarzyszących. Przez 3 godziny sprawdzali schronisko i mieli tylko dwie uwagi. Pierwsza, że nowo przyjęte zwierzęta nie mają na bieżąco prowadzonej dokumentacji, ale fizycznie one są, a druga uwaga, że jest mało pułapek na szczury, jeśli one by się pojawiły. Wszystko poza tym było prawidłowo. Uważam, że schronisko w miarę dobrze jest prowadzone, bo zawsze można mieć uwagi. Z dokumentów pokontrolnych wynika, że schronisko jest prowadzone wzorowo i spełnia warunki, które określa minister rolnictwa – mówi Zenon Jażdżewski, właściciel firmy VET-ZOO SERWIS, która zarządza schroniskiem Na Leszkowie. – Z zarzutami nie zgadzam się i wystąpię z  powództwa cywilnego, z pozwem o zniesławienie. Procedury mamy takie, jakie mamy i uważam, że na wszystko są dokumenty. Padają różne zarzuty. Trudno mieć na miejscu stałego lekarza weterynarii, bo taki zarzut się pojawia. Nie stać mnie na zatrudnianie takiego lekarza na stałe. Utrzymanie schroniska to milion dwieście tysięcy złotych rocznie, z tego miasto Piła płaci połowę. Myślę, że wszystko zaczęło się od zwolnienia jednego z pracowników i zmian w zespole, w którym kierownik niby się nie sprawdził. Poza tym, gdybym miał coś do ukrycia to nikt by mnie nie zmusił, aby w schronisku byli wolontariusze. Przypomnę, że jestem firmą komercyjną, która nie ma prawa mieć wolontariuszy na swoim terenie. Panie, które dziś tu przybyły nie są wolontariuszkami. Te panie przychodzą prywatnie i przeszkadzają. Nie podpisały nawet umowy o wolontariat.  Zgodziłem się na wolontariuszy i mogą przychodzić. Prawnie mogę zakazać wstępu osobom, które nie są wolontariuszami. Na 47 osób przeszkolonych, osiem jest wolontariuszami, czyli podpisali umowę. Gdybym ukrywał, że są psy głodzone czy bite, bym ich na pewno nie wpuścił. Na teren schroniska. Oczywiście dużym błędem było wpuszczenie pseudo-wolontruszy na część zamkniętą. Mamy cześć izolatki, kwarantanny, kwarantanny specjalnej i część adopcyjną. Moim zadaniem wolontariusze powinni być tylko w części adopcyjnej. Panie znalazły się w części kwarantanny specjalnej, gdzie znajdują się psy chore, podejrzane, które wróciły z części adopcyjnej na kwaterę specjalną. W niedzielę spotkałem się z osobami mającymi wątpliwości, wysłuchałem je, ale do dziś nie otrzymałem od nich propozycji, do których mógłbym się odnieść – konkluduje Jażdżewski.

Miłośnicy zwierząt podają konkretne przykłady na poprawę losu psów i kotów na Leszkowie. Najważniejsze to: karma – dokładnie jej jakość i pochodzenie, stała opieka lekarza po godzinie 16-tej oraz w dni wolne, drewniane podesty w kocjach – teraz jest beton, spacery dla zwierząt przez cały tydzień w godzinach popołudniowych, podjecie działań zmniejszających ilość zwierząt poprzez adopcję.

– Trudno mi odnieść się tak na gorąco do wyjaśnień właściciela. Mam nadzieję, że będzie to pole do dalszej współpracy i rozwiązania tej nieprzyjemnej dla psów sytuacji.  Spotkanie pewnie miało ostudzić emocje, ponieważ dużo pilan dowiedziało się, co tam się dzieje. Sytuacja tam nie jest dobra, a tym bardziej wzorcowa, jak zapewnia doktor Jażdżewski. Na niedzielnym spotkaniu wypunktowaliśmy słabe strony schroniska i poprosiliśmy go o parę dni czasu na opracowanie właściwego protokołu, żeby mógł do niego się odnieś.  Pracujemy nad nim. Wszystkie wydarzenia, które dziś przedstawiłam ja oraz wolontariuszki, które zaadoptowały psy chore, wymagające opieki medycznej są prawdziwe. Wiemy o kontrolach.  Efekt był taki, że schronisko ładne, zadbane wszystko cudowne. Uważamy, że psy są karmione złej jakości karmą, która prowadzi do wyniszczenia organizmu. Psy nie są leczone, mają na skórze pasożyty, itd. Brak jest, jakże potrzebnej, stałej opieki weterynarza. W tym schronisku jest dużo do poprawienia. My, jako wolontariusze, nie chcemy słownych przepychanek. Nam na sercu leży dobro tych zwierząt – psów i kociaków, tak aby miały zapewnione właściwe leczenie i opiekę weterynaryjną – mówi Sylwia Dulkiewicz, wolontariuszka.

Tekst i foto: Sebastian Daukszewicz
Foto : Artur Łazowy

co_dzieje_sie_w_pilskim00

co_dzieje_sie_w_pilskim19 co_dzieje_sie_w_pilskim01 co_dzieje_sie_w_pilskim02 co_dzieje_sie_w_pilskim03 co_dzieje_sie_w_pilskim04 co_dzieje_sie_w_pilskim05 co_dzieje_sie_w_pilskim06 co_dzieje_sie_w_pilskim07 co_dzieje_sie_w_pilskim08 co_dzieje_sie_w_pilskim09 co_dzieje_sie_w_pilskim10 co_dzieje_sie_w_pilskim11 co_dzieje_sie_w_pilskim12 co_dzieje_sie_w_pilskim13 co_dzieje_sie_w_pilskim14 co_dzieje_sie_w_pilskim15 co_dzieje_sie_w_pilskim16 co_dzieje_sie_w_pilskim17 co_dzieje_sie_w_pilskim18

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *