|
Cały kraj żyje przyszłorocznymi podwyżkami VAT-u, batalią o krzyż przed pałacem prezydenckim, komisją hazardową, Palikotem, ponowną metamorfozą Jarosława (Kaczyńskiego) i Bóg wie czym jeszcze. Nas, lokalną społeczność też to zapewne interesuje, jednych mniej, drugich więcej, boć przecież my są także Polaki. Czy któryś z „tematów” jest tematem zastępczym, mającym stać się parawanem czegoś naprawdę istotnego? Zapewne czas pokaże! Jednak, jak powiadają, bliższa ciału koszula. A dla nas mieszkańców byłego województwa pilskiego tą koszulą zapewne jest żużel i siatkówka. To są dla nas igrzyska, które pozwalają zapomnieć o szarej codzienności, troskach i zgryzotach. Siatkówka, szczególnie ta żeńska, cofnęła się w rozwoju, sprzedając miejsce w PlusLidze Sopotowi i „przesuwając” się w „tył” niczym zagrożona szachowa wieża. Otrzymawszy kilkusettysięczne wsparcie od miasta i mając nieporównywalnie większe możliwości w pozyskaniu sponsora, niż drugoligowy żużel, zamieniła się w sportowego raka. A co z pilskim klubem żużlowym? Ta misternie odtwarzana drużyna, z dającym wielkie nadzieje na awans nie tylko do play-off tegorocznym składem, zakończyła rozgrywki już po rundzie zasadniczej. Kolejarz Rawicz był przeszkodą nie do przebycia. Ale czy historia musiała potoczyć się według tak czarnego scenariusza?! Odpowiadam: NIE!!! Zaczęło się od braku pomocy ze strony miasta, co stanowiło ewenement w skali kraju. Spośród 22 klubów trzech klas rozgrywkowych, tylko ten z grodu Staszica był potraktowany per noga. Niektórzy włodarze miast żużlowych poza pomocą finansową, wspierali swe kluby w pozyskaniu sponsora. Tylko u nas, w Pile, gdzie w ubiegłym sezonie najwięcej kibiców - spośród klubów drugoligowych – przychodziło na stadion, było zgoła inaczej. Kolejnym gwoździem do trumny pilskiego speedway’a była implozja wewnątrz klubu, która przeobraziła się w wewnętrzne swary i pucz, którego celem był Marek Wieczorek. Kilku działaczy, trener i jeden zawodnik dali się podpuścić jak małe dzieci i uwierzyli, że jak sami złapią ster klubowy w dłonie to z nieba poleci manna, a gołąbki wlecą same do gąbki. Spośród siebie ustanowili nowy zarząd... i czekali na spełnienie obiecanek-cacanek. Czekali, czekali, czekali..., a tu jak nic tak nic. Sezon dobiegł końca, a oni dopiero zaczęli rozumieć, że perfidnie zostali wpuszczeni w maliny! A mogło być całkiem inaczej, gdyby Obiecywacze nie znaleźli Maliniarzy!
Marek Mostowski |
|
|
bisogna essere volpe e leone! |
|
|
|
|
Nie tak dawno przeżywaliśmy tragedię smoleńską, podczas której lały się łzy rozpaczy, współczucia i poczucia narodowego nieszczęścia. Wydawało się, że polski naród znów się skonsolidował i połączył w polskiej solidarności. Jednak, jak to drzewiej bywało w Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, a także w III RP (vide: śmierć papieża), tak i teraz większość śloz okazało się krokodylimi.

Rozpoczęła się kampania wyborcza, początkowo przedelekcja prezydencka była stonowana i ucywilizowana. Jednak z każdym dniem zaczęła zbliżać się do utartego standardu. Zaczęto coraz dobitniej i wyraźniej stosować się do porady Niccolo Machiavellego z traktatu o sprawowaniu władzy „Książe”, która brzmi ni mniej ni więcej, tylko: Dovete adunque sapere, come sono due generazioni da combattere... bisogna essere volpe e leone (Macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia… trzeba być lisem i lwem). "Wszystkie chwyty dozwolone”, „po nas choćby spalona ziemia”, a co najważniejsze, cel uświęcający wszelkie dostępne środki – to bardzo skrótowa charakterystyka przedwyborczych galopów. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość, że sztab wyborczy Jarosława Kaczyńskiego, jego spin doktorzy oraz on sam, starali się do samego końca utrzymać wizerunek przemienionego – traumatycznymi przeżyciami – potulnego baranka. Czy w tym wypadku, jak sugerowano, była to li tylko maska przedwyborcza – zapewne czas pokaże. Kolejnym, jakby wyjętym wprost z panopticum, aspektem przedwyborczej galopady były obietnice! Pretendenci do stolca prezydenckiego zachowywali się tak, jakby aspirowali co najmniej do godności kanclerza. Jakie umocowanie prawne prezydentowi Rzeczpospolitej daje Konstytucja, chyba wie każdy. Jest ono raczej reprezentacyjno-symboliczne. Ale pomimo tego nasi dwaj panowie „K” obiecywali właściwie wszystko, w zależności do jakiej grupy społecznej adresowali swoje słowa. Oni nawet próbowali się przelicytowywać (vide: zniżki komunikacyjne dla studentów). Fantasmagorie opowiadane przez tych walecznych gladiatorów nie przyszłyby do głowy nawet największym fantastom. A oni twierdzili, że nie jest to obiecywanie gruszek na wierzbie! Daj nam Boże, aby nowo kreowany prezydent podczas swoich pięcioletnich rządów zaniechał pisania bajek!!!
Marek Mostowski |
|
Jak silna potrafi być demokracja, każdy zapewne zdaje sobie sprawę. Nie trzeba definiować tego ustroju, mającego swój początek w starożytnej Grecji. Rządy ludu, który sprawuje swą władzę bezpośrednio, lub też – co jest dużo częstsze – przez wybranych przez siebie przedstawicieli. Jest to nader sprawiedliwa formuła zawiadywania czymkolwiek. Masz mandat wyborczy, skorzystaj z niego współkreując oblicze ojczyzny, bądź innego ciała czy gremium.
Demokracja – jak powiadają – jest formą władzy najlepszą z możliwych. Lepszej jeszcze nie wymyślono i podobno nikt nigdy nie wymyśli. Pewnie tak jest? Ale bywa tak, że ta najwspanialsza formuła przeistacza się w anarchię, a .... często w ostracyzm. Takie „sądy” skorupkowe przestały być li tylko domeną demokracji ateńskiej. Coraz częściej praktyki skorupkowego wykluczenia, a nierzadko zniszczenia, stosowane są współcześnie. Dzisiaj ostracyzm oznacza bojkot towarzyski i jest również najprostszą formą wydania wyroku na tego, którego winę trudno udowodnić. W ostatnich dniach i tygodniach w kręgach Klubu Sportowego Speedway Polonia Piła taki wręcz definicyjny ostracyzm miał miejsce. Pewna grupa osób, bardzo łatwo ulegająca przeróżnym wpływom, nie kusząc się nawet na dokonanie dogłębnej analizy postanowiła odsunąć od władzy dotychczasowego prezesa. Zarzucając mu, iż jest nieporadny w „znajdowaniu” sponsorów. Marek Wieczorek, bo o nim mowa, zrobił dwa olbrzymie błędy! Pierwszy, że dokonał reaktywacji żużla w Pile. Drugi, że nie chodził z naganem do biznesmenów. Lufa przyłożona do skroni zapewne otworzyłaby wszystkie, nawet najbardziej niedostępne sejfy. Pewnie gdyby mógł skorzystać z wehikułu czasu, mądry dzisiejszym doświadczeniem, któryś z nich wprowadziłby w czyn. Nie ma wehikułu, ale jest ... nowy zarząd. Zarząd, który jest bardziej rzutki, lotny i mądrzejszy od Wieczorka. Zarząd, który uratuje pilski żużel. Zarząd, który sprowadzi całe rzesze majętnych sponsorów. Zarząd, który stanie się Mesjaszem czarnego sportu w grodzie Staszica. Zarząd, którego składem – przynajmniej w części – nie jest zachwycony, ani starosta, ani prezydent. Zatem do boju panowie! Ku chwale pilskiego speedway’a!!! A oto skład nowego zarządu:

Marek Mostowski |
|
„Semper avarus eget” - skąpiec zawsze cierpi niedostatek. Horacy
Czy ludzie, ci najgroźniejsi drapieżnicy, znajdujący się na szczycie łańcucha pokarmowego, są bardziej egoistami, czy altruistami?
Niełatwo udzielić odpowiedzi na to pytanie. Może najpierw zdefiniujmy, czym jest egoizm: jak powiada encyklopedia PWN, „jest to postawa życiowa nacechowana dbałością wyłącznie lub przede wszystkim o własne (bądź osób najbliższych) dobro i interes oraz przedkładanie ich nad dobro i interes innych”. Skrajna interpretacja egoizmu oskarża go o całkowite odrzucenie moralności, interpretacja umiarkowana uważa egoizm za podstawowy motyw działań moralnych. Niektórzy myśliciele – B. Mandeville i A. Smith - byli zdania, że jest on niezbędną postawą społecznego dobrobytu. Inni, jak M. Stirner i F.W. Nitzsche, uznawali go za czynnik dający odwagę wykraczania poza miernotę i wyzwalania jednostkowej woli. Jak jest naprawdę? Czy egoizm wyzwala jakiś nadnaturalny asumpt do działania, dając nam przy tym spokój duszy i samozadowolenie? Wątpię! Cóż z tego, że majętny egoista otoczony jest wiarołomnymi „przyjaciółmi”, którzy są przy nim, bo muszą. Jeżeli kolejny egoistyczny Midas lubi samotność – jak przeżywa swe życie. Więdnie zasklepiony w swej sobkowej skorupie. Nie bez kozery przytoczyłem cytat Horacego, stwierdzający, iż skąpiec zawsze cierpi niedostatek. Tak jest rzeczywiście, a podobnie jest z egoistą czy egocentrykiem. Altruista jest dużo szczęśliwszy. Bez względu na stopień zamożności – dzieli się z drugimi. Bo zawsze jest ktoś, kto jest biedniejszy i bardziej samotny od Ciebie. Altruista nie wie co to samotność. Dla niego nawet w najbardziej pochmurny dzień świeci słońce – bo dla niego wszyscy ludzie są przyjaciółmi. Altruizm to chwalebna cecha, ale niestety ludzi ją posiadających jest coraz mniej. Gdzie nie spojrzeć – sami egoiści! Czyżby nie zdawali sobie sprawy, że altruista jest szczęśliwszy! Zbliżają się najważniejsze święta chrześcijańskie. Wielkanoc to święto powstawania nowego życia oraz odrodzenia człowieka. Nie uzurpuję sobie prawa do nawracania kogokolwiek (a nawet siebie), ale święto Wielkiej Nocy powinno stać się asumptem do wyzwolenia (narodzenia/zmartwychwstania) tego co w nas najlepsze i najbardziej ludzkie. I życząc tego Państwu – jak i sobie – życzę również Wesołych, Pogodnych i Zdrowych Świąt Wielkiej Nocy. Marek Mostowski |
|
Czy świat ulega powolnej, a może błyskawicznej, degradacji? I nie chodzi o degradację ekosystemu i wszystkiego co ma przedrostek –eko. Chociaż, nie da się ukryć, że w tej dziedzinie Ziemianie brylują. Idzie jednak o dewaluację pojęcia indywidualizmu człowieka. O zanik jego bezstronności, przesyt kabotynizmu, dulszczyzny, materializmu i karierowiczostwa. Homo sapiens, generalnie rzecz ujmując, dla osiągnięcia wyznaczonego sobie celu, potrafi odrzucić swoją godność, honor, a wielokroć nawet się upodlić. Najważniejsza jest mamona, wysoki status społeczny, a co za tym idzie, spokojne i dostatnie życie.
Właśnie, żeby to wszystko osiągnąć, wygodnie jest wejść do koterii. Od wieków kamaryle miały wpływ na władcę, który im przynosił bezpieczeństwo i profity, choć wielokroć zgubny był dla państwa. W starożytnym Rzymie, aby dożyć sędziwej starości, trzeba było uważać na najmniejszy gest czy słowo, by nie urazić cesarza. Kto chwalił go – jak chociażby Nerona za jego dzieła poetycko-wokalne – żył w spokoju i dobrobycie. Kto chciał być sobą, musiał prędzej czy później otworzyć sobie żyły. Ale koterie, kliki, kamaryle, sitwy, czy jak kto woli, towarzystwa wzajemnej adoracji, miały się nadzwyczaj dobrze. Tak było... i jest dzisiaj. Jednak czy tak być musi w przyszłości. Zapewne tak, ale czy ta przyszłość jest pewna?! Tego nie wie nikt!
W dobie obecnej, państwami, regionami i miejscowościami również rządzą kliki. Niektórzy mówią, że są to lobbyści. Inni powiadają, iż są to zwykłe mafie. Jedno jest niezaprzeczalne, owi ludzie tak zakorzenili się w tym stylu życia, że nijak nie można ich z niego wyrwać. Są to tak zwani lizoczteroliterowcy, którzy dla swojej wygody będą mówić, że czarne jest białe. Oni zawsze będą palec prosto trzymać. Swemu „wasalowi” będą składać hołdy poddańcze, nawet gdyby nie był godzien sprawowania swej funkcji. Najważniejsze dla nich jest działanie pro domo sua, bez względu na koszty (etyczne i moralne). Czy istnieje, zatem szansa na zmianę? Czy godność i honor zwyciężą koniunkturalizm, karierowiczostwo i wygodnictwo? Czy znajdą się tacy, którzy wykonają woltę w kierunku zachowania, bądź powrotu do swego „ja”? Jest to niezwykle trudne pytanie! Chociaż obserwując życie publiczne i polityczne, widać już przebłysk światełka w tunelu. Na przykład w jednej z partii, gdzie zawsze ten sam wódz miał być wybierany przez aklamację, kilkudziesięciu dworzan dokonało wyłomu i zagłosowało przeciw! Jest coraz więcej takich promyczków nadziei. Ale czy są one szczerym przejawem indywidualnego myślenia i własnego zdania, czy też jest to wyreżyserowany, pod publiczkę spektakl – tego nie wie prawie nikt! Ale bądźmy dobrej myśli, wszak ponad 20 lat temu, naród dał wyraz własnemu stanowieniu. Wtedy idąc do urn wyborczych, zmienił oblicze tej ziemi – polskiej ziemi. Więc może, nie zgasła całkowicie nadzieja na rozbicie nomenklatury. Na rozgonienie towarzycha na cztery wiatry i działania w zgodzie z własnym sumieniem i myśleniem! Jest taka szansa. Każdy dzierży ją w swoich rękach. A co z nią zrobi, wie tylko On sam i Najwyższy!
Marek Mostowski |
|
|