Kaczory – od nowego roku MIASTO! | Tętno Regionu. Wiadomości pilskie, z rejonu pilskiego

Recent Comments

    Kaczory – od nowego roku MIASTO!

    Z Brunonem Wolskim, byłym naczelnikiem, obecnie wójtem, a za chwilę BURMISTRZEM gminy Kaczory, rozmawia Marek Mostowski.

    Panie wójcie, z czym kojarzy się panu data 4 kwietnia 1986 roku?

    - Rozpocząłem wtedy swoją działalność, jako naczelnik gminy. Można by pomyśleć, że zostałem z nadania naczelnikiem i koniec. Jednak właśnie te wybory były dla mnie najtrudniejsze. Niby byłem z nadania postawiony, bo tak to się wówczas działo, ale później radni doszli do wniosku, że jednak moja osoba nie jest odpowiednia i szukano mi konkurenta. Stwierdzono, że byłoby lepiej, żebym tego stanowiska nie otrzymał. Było trzydziestu pięciu radnych i oni wybierali naczelnika (nie było wtedy wyborów powszechnych). Wokół mojej osoby był niesamowity szum w gminie. Pomawiano mnie, ale także mówiono o mnie dobrze. Natomiast ja byłem takim normalnym, młodym człowiekiem. Nie byłem chodzącym ideałem, bo miałem swoje, jak każdy, za uszami i tego nie ukrywałem. Ludzie wiedzieli dokładnie kim jestem, bo nigdy nie kryłem swoich wad. Oczywiście, pozytywy też miałem, bo dzięki pracy (a pracowałem w szkole i jakiś czas byłem zastępcą dyrektora tej placówki) znali mnie nauczyciele, a także uczniowie.

    W pracy zawsze dawałem z siebie wszystko (a może i więcej), niezależnie od tego, gdzie pracowałem. Zawsze starałem się zrobić więcej, aniżeli musiałem. Taki już byłem, tak zawsze robiłem, robię i robił będę. To chyba było też zauważane. Jednak ludzie wiedzieli, że wymagam od innych, ale jeszcze więcej od siebie. Zatem myślę, że to zaowocowało tym, że pomimo „podjazdów” pod moją osobę, jednak dałem radę. Nie było łatwo, dlatego że to były najtrudniejsze wybory. W pierwszym głosowaniu był remis. Później zaczęto namawiać mnie, żebym zrezygnował. Ja jednak twardo powiedziałem, że się nie wycofam, bo widzę siebie na tym stanowisku. Widziałem się, bo wiedziałem już, na czym ta praca polega. Przecież przedtem, zanim zaproponowano mi posadę naczelnika, byłem radnym, a nawet przez jakiś czas pełniłem funkcję przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej. Ponowne wybory – głosowali ci sami radni – odbyły się za dwa lub trzy tygodnie. Wtedy okazało się, że chyba jednym głosem wygrałem. Chcąc nie chcąc, rada mnie wybrała i wojewoda (bo nominację wtedy podpisywał wojewoda) musiał podpisać ze mną umowę i angaż. 4 kwietnia 1986 roku zostałem naczelnikiem.

    Chyba początki nie były łatwe?

    - Nie było łatwo. To był najtrudniejszy okres w mojej działalności. Początki, kiedy przyszedłem do urzędu, wiedząc że mam tu wielu przeciwników, którzy mogą sabotować moje pomysły, a czasami jako „nowicjusza” próbować wpuszczać w maliny, nie należały do najłatwiejszych. Z czasem ilość przeciwników się zmniejszyła. Ostro zabraliśmy się do pracy i porządkowania gminy. Nigdy nie narzekałem i nie mówiłem źle o swoim poprzedniku. Dobrze go znałem, będąc w radzie i pełniąc funkcję przewodniczącego. Po prostu szliśmy do przodu, żeby nadgonić stracony czas. Jako przewodniczący rady zawsze uważałem, że rozwój gminy był bardzo powolny i właściwie mało się działo pod względem inwestycyjnym. Na przykład, nie wszystkie miejscowości miały wodę. Musieliśmy zacząć od wodociągów. Telefonów też było bardzo mało, zatem i w tej dziedzinie musieliśmy znacząco przyspieszyć. O drogach jeszcze nie mogliśmy nawet marzyć.

    Jak ktoś nie jest dobry w liczeniu, to podpowiem, że w kwietniu minęło trzydzieści pięć lat, odkąd jest pan tutaj włodarzem.

    - Dokładnie. Nie nagłaśniałem tego, dlatego że ludzie, którzy długo pełnią jakąś funkcję, są przez niektórych źle postrzegani. Przecież nie będę ukrywał, że tego nie wiem. Panuje powszechne przekonanie, że taki ktoś jak ja jest przyspawany lub nie chce opuścić danego stanowiska. W związku z tym nie chwaliłem się tym, że jestem taki długowieczny. Nawet nie chciałem, żeby ludzie zauważyli, że się też trochę postarzałem.

    Nie widać tego.

    - Miałem trochę ponad trzydzieści lat, gdy zostałem naczelnikiem. Ludzie powiedzą: to po trzydziestu pięciu latach ile on ich teraz ma. Zatem, w jakim celu mam to nagłaśniać i się tym chwalić. Dziękuję, że pan mówi, że tego nie widać. Staram się, żeby nie było to widoczne.

    Czy zostając przed trzydziestu pięciu laty naczelnikiem, miał pan już wstępny plan działania? Przecież zastał pan gminę i jej stolicę niepodobną do dzisiejszej, o czym zresztą pan już wspominał.

    - Oczywiście. Od razu chciałem dołączać do najlepszych gmin, a taką wybijającą się gminą w województwie pilskim była gmina Budzyń. Znałem tamtego naczelnika ze spotkań u wojewody i tam nawiązałem z nim kontakt. Zatem żeby w ogóle ruszyć z miejsca i ułożyć sobie plany na kolejne lata, pojechałem do Budzynia, żeby zobaczyć, jak oni tam to robią. W Budzyniu wtedy dużo się działo, bo Budzyń miał już zbudowaną oczyszczalnię i był w trakcie budowy kanalizacji. Przyłączali kolejne miejscowości, niektóre miały już gaz, natomiast woda była już we wszystkich. Trochę im tego zazdrościłem i wtedy pomyślałem sobie: kiedy zrobimy to też w Kaczorach? Utkwiło mi w głowie, że ten kierunek trzeba obrać. Moim pomysłem było, żeby zrównać warunki życia na wsi z miastem, żeby nie było tak, że ludzie w mieście mają już wszystkiego pod dostatkiem i żyją bardzo dobrze, a na wsi muszą się borykać z trudnościami.

    No i zaczęliście działać.

    - Największy rozwój nastąpił w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy doszło do tego, że sfinalizowaliśmy wszystko (wodę, kanalizację, oczyszczalnię i gaz) w każdej miejscowości. Nawet teraz trudno znaleźć taką gminę, w której wszystkie miejscowości posiadają gaz i są skanalizowane. A my to osiągnęliśmy. Chyba w 1999 skończyliśmy gazyfikację gminy (wszystkie miejscowości zostały zgazyfikowane). A jeśli chodzi o kanalizację, to w 2006 roku wszystkie miejscowości zostały skanalizowane. To był naprawdę sukces. Powiem szczerze, że niektórzy udawali, że tego nie wiedzą. Nie mówię o mieszkańcach z naszej gminy, tylko ludziach z zewnątrz. W tym samym czasie budowaliśmy domy kultury w każdej miejscowości, a także zaczęliśmy remontować szkoły, a właściwie budować nowe. Na przykład w Dziembowie, Śmiłowie i Kaczorach znajdują się nowe szkoły. Wybudowaliśmy także przedszkole w Śmiłowie. Było to naprawdę szalone tempo. Oczywiście zaliczyłem kilka wpadek, ale nie dlatego, że zrobiłem coś celowo, tylko po prostu już nie dało się tego wszystkiego opanować. Ważne jest, że po niedługim czasie miałem wsparcie wśród pracowników i rady. Zazwyczaj nie było tak, żebym miał radę przeciwko sobie.
    Skład obecnej rady jest taki, że jest tam kilka starszych osób (ja nie jestem w radzie, ale zaliczam się do niej, bo wszyscy stanowimy jedno ciało). Pokazuje to, że osoby starsze też mogą jeszcze funkcjonować w życiu publicznym. Osoby starsze i młodzi to jest mieszanka bardzo dobra i to daje efekty również u nas.

    Panie wójcie, mówią o panu, że jest pan wizjonerem. Czy zgodzi się pan z takim określeniem?

    - Jeśli chodzi o wizjonerstwo, to tak jak powiedziałem, założyłem sobie, żeby we wszystkich miejscowościach w gminie żyło się nie gorzej niż w miastach ościennych, a więc żeby ludzie mieli wszystko to, co w miastach. Stąd te nasze działania. Mówię nasze, bo zawsze było wsparcie rady i robiliśmy to zawsze razem. Nasze działania doprowadziły do tego, że tu właściwie jest swoiste eldorado, gdzie naprawdę przyjemnie się mieszka i żyje. Bo tu jest praktycznie wszystko. Chyba jest nawet jeszcze lepiej niż w miastach. A zwłaszcza w tych dużych miastach, bo przecież mamy cały czas kontakt z przyrodą.

    Widać gołym okiem jak przez lata zmieniała się gmina. Jakie projekty i pomysły przez te lata zostały zrealizowane? Co najbardziej by pan wyeksponował?

    - Myślę, że wszystko. To nie jest tak, że coś jest ważniejsze, a coś mniej ważne. Wszystko, co robiliśmy było ważne. Od momentu, gdy zostałem naczelnikiem wszystkie dzieci na terenie gminy były przyjmowane do przedszkoli. Zlikwidowałem wszystkie komisje kwalifikacyjne, które decydowały, że to dziecko przyjęte, a to nie, bo nie było miejsc. Od razu to było moim pierwszym postanowieniem, że nie może być jedno dziecko lepsze, a drugie gorsze. Takie podjęliśmy działania organizacyjne i przemieszczenia, że już od września 1986 roku wszystkie dzieci, które chciały chodzić do przedszkola, były przyjęte w Kaczorach i w każdej miejscowości naszej gminy. Oczywiście nie były to komfortowe warunki do pracy, w kolejnych latach je polepszaliśmy. W Kaczorach powstało nowe przedszkole, o którym już myślimy, żeby je rozbudować. Później wzięliśmy się za rozbudowę szkół. Następne były drogi. Przecież wszystkie drogi na terenie gminy zostały zrobione w tym czasie, bo tu niewiele było. Była droga do Śmiłowa i do Chodzieży. Do Rzadkowa chyba też już była. Jednak wewnątrz miejscowości wszystko było szutrowe albo żużlowe. Tak to wyglądało. Jednak nie potrafię wskazać najważniejszej inwestycji, bo wszystkie były ważne.

    A takie sztandarowe inwestycje?

    - Kanalizacja czy gaz – jak powiedzieć, która jest ważniejsza? Wiadomo, że są na pewno równoważne. Oświata, kultura, basen, budowę którego wielu krytykowało, a teraz się nim szczycą. Droga z Piły do Kaczor, też miała swoich przeciwników, a teraz bez niej nie wyobrażamy sobie życia. Nowoczesna oczyszczalnia ścieków, wspaniały, nowoczesny Gminny Ośrodek Kultury, mieszczący się w wyremontowanym od podstaw budynku. Estetyka jest także ważna, dlatego budynek Urzędu Gminy zyskał nowe oblicze, i wspaniale komponuje się z GOK-iem. Ścieżki rowerowe, ze ścieżką łączącą Kaczory z Piłą, co sprzyja turystyce i zdrowemu trybowi życia. Można by długo wymieniać.

    Patrząc na poszczególne sołectwa, widać że jest pan zwolennikiem tak zwanego zrównoważonego rozwoju. Czy zgodzi się pan z tym stwierdzeniem?

    - Jak najbardziej. Inwestycje realizowane w Kaczorach były również realizowane we wszystkich pozostałych miejscowościach. Wszystkie miejscowości są uporządkowane, mają drogi, chodniki, gaz oraz wodę. W związku z tym też we wszystkich miejscowościach coś się dzieje. Ludzie się budują nie tylko w Kaczorach, ale także we wszystkich miejscowościach na terenie naszej gminy. I o to nam chodziło.

    Czy to, że posiada pan umysł ścisły (był pan nauczycielem matematyki), pomaga panu w pragmatycznym, a jednocześnie racjonalnym działaniu?

    - Myślę, że to przede wszystkim. Nawet z tego człowiek nie zdaje sobie nieraz sprawy, ale jak się zastanowić, to właśnie moje przygotowanie matematyczne w tej działalności bardzo pomaga, bo pamięciowo ogarniam właściwie od razu wydatki i dochody. Pomaga także to, że mam takie ciągoty matematyczne. Uważam, że to bardzo przydaje mi się na stanowisku wójta.

    Wreszcie Kaczory uzyskały statut miasta. Oficjalnie stanie się to 1 stycznia 2022 roku. I chociaż aż 75% mieszkańców poparło dążenie do miejskości, to 8% było wstrzymujących się, a sceptycznych było około 18%. Jak pan rozwiałby ich obawy i przekonał, że bycie mieszczaninem nie będzie wcale droższe, a miejskość spowoduje nie tylko satysfakcję, ale przyniesie wiele korzyści?

    - Samorządność, tak jak do tej pory jest, tak i będzie i nic tego nie zmieni. Tutaj ludzie wiedzą dokładnie, że decyzję o wysokości, na przykład podatków, podejmuje rada gminy i nam tego z góry nie narzuca. Z góry to jest tylko podane, do jakiej wysokości mogą sięgać. Miejskość na pewno nie będzie droższa. Bycie mieszczaninem na pewno nie będzie droższe, a może sprawić wiele satysfakcji. Jest to przecież bezsprzecznie nobilitacja. Teraz wszyscy (także radni) muszą myśleć, jak tą miejscowość upiększać, polepszać, żeby było jeszcze lepiej, niż jest.

    Panie wójcie, proszę przyznać bez zbędnej kokieterii, czy plany uzyskania miejskości narodziły się niedawno? Czy już miał pan taką wizję przed kilku laty?

    - Nie dążyłem do tego na siłę. Kilka lat wstecz już taka myśl się pojawiła, nawet podejmowałem w różnych kręgach rozmowy na ten temat. Na początku nieśmiało, bo ludzie nie bardzo byli „za”, ale stopniowo się przekonywali i kiedyś musiało to nastąpić.

    Czy oficjalne przyjęcie miejskości będziecie hucznie świętować?

    - Tak. To musimy jakoś zaznaczyć, nie może się odbyć po cichu. Utworzymy Komitet Przyjęcia Praw Miejskich. Jeszcze go nie mamy, ale już o tym mówimy. Nie wiem kiedy to nastąpi. Musimy brać pod uwagę pandemię. Może nastąpi to 1 stycznia? Na pewno wtedy stanie się to oficjalnie.

    Dziękując za rozmowę, panie wójcie, życzę panu i całej społeczności gminy Kaczory satysfakcji z miejskości i tuszę, że będzie chciał pan przez kolejną kadencję przyczyniać się do wprowadzania kolejnych, już miejskich, inicjatyw w życie.

    - Przez kolejną kadencję… Świetnie pan to powiedział (śmiech). Nie powiem ani „tak”, ani „nie”. Jak podejmę decyzję, wtedy dopiero będę coś mówił.

    1

    6 2 3 4 5