Cenzorskie maniery
Cenzura – pojęcie to ma, mówiąc eufemistycznie, niezbyt dobre konotacje. Kojarzone jest z cenzorem, czyli urzędnikiem, który oceniał co może ujrzeć światło dzienne, a co jest tego niegodne. Był to niewątpliwie urząd niedemokratyczny, którego zadaniem było świadome wprowadzanie społeczeństwa „w błąd”, poprzez tendencyjnie selektywny dobór, zazwyczaj masowo rozpowszechnianych informacji. W ostatnim czasie cenzura z wielkim przytupem powróciła do łask, a powiedzenie „ciemny lud to kupi”, wylansowane przez jednego z prawicowych polityków, stało się wręcz sztandarowym. Od współczesnych „cenzorów”, a mówiąc wprost manipulatorów informacyjnych, mógłby uczyć się sam mistrz propagandy – doktor Joseph Goebbels, którego złotą myślą było: Kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą.
Jak się okazuje cenzura to przypadłość nie tylko w skali makro. Także w małych ojczyznach (czyt. powiatach, etc.) występuje ona dość powszechnie, i to w różnych formach.
Weźmy na przykład taki powiat pilski, a konkretniej starostwo powiatowe. Kilka ładnych lat temu poprzedni starostowie wraz z zarządami powiatu postanowili, aby każda sesja rady powiatu była dostępna dla jak najszerszego grona mieszkańców, za pośrednictwem bezpośredniej (czyt. na żywo) transmisji prowadzonej przez dwie regionalne kablówki. Kto chciał mógł obserwować jak sprawuje swój mandat wybrany przez niego radny. Czy jest aktywny, czy działa na rzecz swoich wyborców, etc.? Nikt niczego nie mógł ukryć, zataić czy w czymkolwiek zmanipulować swoich elektorów. I wszystko było transparentne, i tak być powinno.
Jednak od pewnego czasu zarząd powiatu wraz z rządzącą koalicją radnych postanowili w ramach „oszczędności” zrezygnować z relacji na żywo”, zastępując ją skrótem telewizyjnym emitowanym w późniejszym czasie. Czy jest to dobre rozwiązanie? Może by i było, gdyby nie były to skróty, mówiąc delikatnie, nieco tendencyjne, żeby nie powiedzieć zmanipulowane. Weźmy pod lupę chociażby „relację” z ostatniej sesji wyjazdowej (w Brzostowie). Prym w niej wiedli rządzący, a po opozycji – może poza jednym wyjątkiem (króciutkiej wypowiedzi Marii Augustyn) – nie było praktycznie ANI ŚLADU.
Czy tak być powinno? Czy mieszkaniec powiatu, wyborca nie powinien wiedzieć co dzieje się na CAŁEJ sesji? Dlaczego wyborca radnych miasta Piły może znać w całej rozciągłości ich sesyjne poczynania? Co za pytanie. Oczywiście dlatego, że Miasto Piła wraz z radnymi nie dokonali oszczędności na bezpośrednich transmisjach TV… i nie mają niczego do ukrycia!
Marek Mostowski




