Dużo zrobiłem, ale mam jeszcze wiele do zrobienia!

romuald_ajchler

Z Romualdem Ajchlerem, długoletnim posłem, obecnie radnym Sejmiku Województwa Wielkopolskiego, kandydatem Lewicy do Sejmu RP rozmawia Marek Mostowski.

Panie Pośle ma pan bardzo długi staż poselski. Ile lat był pan mandatariuszem społeczności z okręgu 38?

– Całe moje życie polityczne to okręg 38 Piła i byłe województwo pilskie. Od czasu powstania województwa pilskiego pracowałem na tym terenie. Najbliższą w tamtym czasie była mi Chodzież, bowiem Wojewódzki Związek Rolniczych Spółdzielni w przeszłości i obecnie jest w Chodzieży. Jako poseł ziemi pilskiej od 1993 roku sprawowałem mandat przez pięć kadencji. Byłem posłem 20 pełnych lat. W międzyczasie miałem przerwę w latach 2005- 2007. Wstąpiłem do Socjaldemokracji Polskiej. Podczas tej przerwy były wybory samorządowe i zostałem radnym powiatu międzychodzkiego. A następnie dwie kolejne kadencje byłem posłem. Pracę poselską zakończyłem w 2015 roku, kiedy PiS doszedł do władzy. Mimo, że zrobiłem fantastyczny wynik prawie 13 tysięcy głosów – w pilskim okręgu miałem sam prawie 4,70 % – nie udało się wejść do Sejmu. W 2018 uzyskałem mandat radnego sejmiku wielkopolskiego VI kadencji. Mimo że mój okręg jest rozległy – od Okonka do Szamotuł – spotykam się przy różnych okazjach z dziennikarzami, działkowcami, wyborcami, a ostatnio w towarzystwie liderów z Lewicy w kampanii wyborczej. Jako radny bywałem na dożynkach, aby pogadać z rolnikami i podpytać, co u nich słychać. Będąc radnym wojewódzkim zabieram głos podczas sesji, m.in. na tematy dotyczące Piły.

Dużo pan już zrobił i zapewne ma jeszcze sporo do zrobienia?

– Jednym z moich priorytetów jest temat pilskiego szpitala, a szczególnie ludzi, którzy muszą walczyć z chorobami nowotworowymi. Muszą oni jeździć do Poznania, Bydgoszczy. Nie mogę pogodzić się z tym, że Piła, jako jedyne miasto, nie została potraktowana jak Kalisz czy Konin – i szpital nie jest finansowany z budżetu województwa Wielkopolskiego, lecz właścicielem pilskiego szpitala jest Starostwo Powiatowe w Pile. Od wielu lat nie mogę się pogodzić z sytuacją drogi S11. Ciągłe korki, obietnice i nic z tego nie wynika. Rzeczywiście, jak pan powiedział, ja już dużo zrobiłem i mam jeszcze wiele do zrobienia. W przeszłości jednym z moich życiowych sukcesów, w czasie gdy działała Fundacja Polsko – Niemiecka Pojednanie, pomogłem ponad 8 tys. osób represjonowanych przez III Rzeszę, którzy mogli skorzystać ze świadczeń pieniężnych, polegających na podniesieniu wysokości emerytury lub otrzymania statusu kombatanta. Pamiętam spotkania w Pile, na które przychodziło po 300 osób i moje dyżury, które trwały po kilkanaście godzin.
Byłe województwo pilskie i ten okręg 38 to całe moje polityczne życie i mam nadzieję, że będzie tak dalej. Tym bardziej, że w wyborach do Sejmiku Województwa otrzymałem prawie 15 tysięcy głosów. To jest zwiastun, że ludzie mi ufają i wiedzą, że za cokolwiek się zabieram to podołam temu zadaniu.

Panie pośle czy Pana zdaniem praktyka czyni mistrza? A innymi słowy, czy tak długi staż parlamentarny, którym może się pan poszczycić będzie pomocny w ponownym wypełnianiu mandatu poselskiego? Jest to pytanie retoryczne, ale proszę o odpowiedź.

– Każdy nowy poseł, który rozpoczyna swoją pierwszą kadencję, musi się nauczyć być posłem. Nie ma szkoły, która by nauczyła wykonywania zawodu posła RP. Uczymy się od samego początku regulaminów Sejmu, ustawy o prawach i obowiązkach, jakie mają posłowie. Na pewno nowy poseł musi co najmniej połowę kadencji przeznaczyć na naukę. A przede wszystkim uczymy się być pokornymi wobec tych, którzy nas wybrali. Nikt nie słyszał o tym, żeby Ajchler w trakcie 20 lat miał konflikt z prawem, że Ajchler zawiódł kogoś. Zawsze występowałem w obronie ludzi i w ich interesach. Dziś jak oglądam i słucham co dzieje się w sejmie, to włos jeży mi się na głowie. Jak można w taki sposób ograniczyć funkcjonowanie posłów i ich ubezwłasnowolnić. Co to znaczy 30 sekund wystąpienia? Lepiej wcale nie wchodzić na mównicę i nie zabierać głosu. Albo jak się nie ma nic do powiedzenia, to się korzysta z tego czasu.

Gdy zostanę ponownie posłem, pójdę do pracy z biegu, a nie uczyć się. Efektywność jest można powiedzieć, moją domeną. Do tej pory aktualny jest mój rekord 811 wystąpień podczas jednej kadencji. Myślę, że tak pozostanie, bo nigdy nie byłem milczkiem. Jeśli poseł ma 5-10 wystąpień w czasie kadencji, to po co tam idzie. Ja potrafiłem dogadać się ze wszystkimi.
Opowiem ciekawostkę. Gdy Christianapol (firma Francuska) w powiecie międzychodzkim upadał i 1300 pracowników nie dostało odpraw – tam było potrzeba nowej ustawy, aby ci ludzie odzyskali pieniądze. Ja będąc posłem poradziłem sobie z tą sprawą. A nie zdarzyło się wtedy, aby poseł opozycji coś ugrał w Sejmie i przeprowadził ustawę przez Sejm. Mnie się udało dzięki temu, że mam wielu znajomych, z każdym porozmawiam, z nikim nie jestem na bakier – czy to był polityk PiS-u, PO, czy kiedyś Samoobrony. Z każdym miałem dobre relacje i mogłem liczyć, że jak ja będę w potrzebie i wystąpię z jakąś inicjatywą, to koledzy mnie poprą. Trzeba znać tą sztukę, aby być skutecznym posłem.

A co pan sądzi na temat, mówiąc kolokwialnie, spadochroniarzy, czyli ludzi startujących z okręgu, z którym nie mają nic wspólnego?

– Jedynym spadochroniarzem, którego akceptowałem był były poseł Maks Kraczkowski. Z nim miałem bardzo dobre relacje. Jak wiemy stał się prezesem banku i musiał zrezygnować z mandatu posła. Z jednej strony spadochroniarze to dobra rzecz, bo tak można nazwać podczas ostatnich wyborów do PE Leszka Milera, ale to inna skala. Europoseł, a poseł, który ma się zająć lokalnymi sprawami zwykłych ludzi to jest różnica. Nie podzielam poglądu, że taki ktoś będzie przyjeżdżał do Piły i interesował się sprawami Piły, Poznania, bo tak władze partii wyznaczyły. Kiedy dowiedziałem się, że w moim okręgu listę SLD otwiera przedstawiciel Wiosny, potem SLD, a jako trzeci przedstawiciel Razem, i tak naprzemiennie to powiedziałem sobie tak – liderzy układają listy, politycy myślą nad kolejnością… a pan Bóg się śmieje. A wyborcy niech sobie wyciągną z tego wnioski.

Panie pośle, co stracił polski parlamentaryzm w związku z brakiem lewicy w ławach poselskich w VIII kadencji… i czy w ogóle coś stracił?

– Przede wszystkim stracił spokój. W żadnym razie by nie doszło do uchwalenia takich wstydliwych ustaw. Gdyby Lewica weszła do Sejmu, to PiS by nie rządził. A gdyby rządził, to musiałby z kimś w koalicji. Ja patrzę na Piłę, która jest miastem z przeszłością wojskową. Dużo jest emerytów, rencistów wojskowych, byłych policjantów, itd. Gdy byłem w Pile na spotkaniu z generałem Dukaczewskim, dowiedziałem się że 2/3 mundurowych zagłosowało na Prawo i Sprawiedliwość. Nie dziwię się, że dziś mają problem z emeryturami. Gdyby Lewica była w parlamencie, scena polityczna wyglądałby dużo bardziej racjonalnie.

Jest pan człowiekiem, który troska się o los osób niepełnosprawnych. Czy uważa pan, że państwo troszczy się o nie w sposób wystarczający?

– Ja wiem, co to są osoby niepełnosprawnie i wiem, jakiej im trzeba pomocy. 500 zł dla tych ludzi, to jest wstyd i uwłaczanie ich godności. Daje im się praktycznie jałmużnę, w porównaniu do ich potrzeb. Niech rządzący zrezygnują z drogich samolotów, szabel, którymi się salutuje. To jest nieprawdopodobne, co się dziś dzieje. I na pewno, za wszelką cenę należy to zmienić!

Czy pana zdaniem wybory 13 października będą najważniejszą lekcją od 1989 roku?

– Będą to ważne wybory, bo jak wyborcy nie pójdą gremialnie do urn i PiS utrzyma władzę, to otworzą się wielu szeroko oczy. W Polsce i nie tylko mówi się: gdy zjadłeś obiad, za ten obiad musi ktoś zapłacić. Zawsze jak ktoś zje obiad, musi za niego zapłacić. Nie ma innej ekonomii. Jeśli ktoś dostaje 500 zł, 1000 zł czy 2000 zł, to ktoś na to musi zarobić. Trzeba komuś zabrać, by dać innemu. Jestem za tym, aby pomagać, ale z głową.
Tak, uważam, że to najważniejsze wybory po 1989 roku. Polska jest podzielona i nie można jej dalej dzielić. Apeluję, aby iść do wyborów. Macie Państwo duży wybór kandydatów – niekoniecznie muszą być jedynki, czy ostatnie miejsca na listach. Ja stawiam swoją osobę do dyspozycji. To tej pory nie zawiodłem i nie zawiodę moich wyborców.

Dziękuję za rozmowę.