Korupcja polityczna ma się w Polsce doskonale za obecnych rządów! Kupowanie Suwerena, za pieniądze Suwerena, z zadłużaniem Suwerena – osiąga szczyty!

janyska_net

Intratne posady w sp. Skarbu Państwa w zamian za wpłaty na konto partii, na kampanie wyborcze posłów PiSu, próba zabetonowania obecnych zarządów i rad nadzorczych w tych spółkach, żeby te korzyści trwały także po utracie władzy, zniesienie odpowiedzialności za wskazane przekroczenia prawa, sugerowanie, że pieniądze z budżetu państwa są „załatwiane” i przywożone do gmin przez posłów (jakby mieli jakieś „swoje” środki), a potem kręcenie wyborczych de facto spotów z podziękowaniami od niektórych samorządowców, wydawanie środków publicznych (np. z budżetu Wojewody Wielkopolskiego) na gadżety reklamowe urzędu, ale z imieniem i nazwiskiem wojewody… to nic innego jak korupcja polityczna!

Jeśli ktoś ma wątpliwości, albo nie zwrócił na to uwagi, to przytaczam definicję korupcji politycznej wg. Transparency International, która określa ją jako: nadużycie powierzonej władzy przez przywódców politycznych dla uzyskania prywatnej korzyści, celem zwiększenia swej władzy lub bogactwa; nie musi dotyczyć przekazywania pieniędzy, może przyjąć formę „handlu wpływami” lub obdarzania specjalną przychylnością.

Do takiej korupcji oczywiście trzeba „dwojga”. Jak widać zawsze się znajdzie wdzięczny podmiot – udziałowiec procederu! A więc np. wdzięczny za stanowisko w spółce, którego by nie osiągnął z powodu braku kompetencji.

A więc np. samorządowiec, który chce wykonać inwestycje, które przysłużą mu się w kolejnym starcie wyborczym na wójta, burmistrza, starosty. Spyta ktoś: ale czy to źle, że złożył wniosek o dofinansowanie inwestycji lokalnej z funduszy rozdzielanych centralnie? Oczywiście, że nie! Ale źle, że nie pokazuje mieszkańcom jak wygląda rzeczywistość! A jest następująca: PiS w latach swoich rządów drastycznie ograniczył dochody własne samorządów, a rozbudował centralne fundusze, których rozdysponowanie, jak niejednokrotnie wykazano, opiera się na politycznym poparciu, czyli na tym wskazanym w wyżej przytoczonej definicji „handlu wpływami lub obdarzaniu specjalną przychylnością”.

Ludzie nie wiedzą, a ci „dziękujący” samorządowcy niestety o tym nie informują, że łaskawcy przywożą pieniądze, które pochodzą z zadłużania państwa! Tak więc samorządy tracą dwa razy – raz na umniejszonych dochodach własnych, które nie zadłużałyby społeczeństwa(!), a drugi raz na tym, że ten „przywieziony”, to drogi pieniądz, obarczony odsetkami od długu, który całe społeczeństwo musi spłacić! To w rzeczywistości jest tak, jakby każdemu część dotychczasowego wynagrodzenia czy emerytury, zacząć wypłacać z pożyczki z banku i równolegle przysyłać informację o stanie zobowiązania i harmonogramy spłaty zadłużenia. Różnica jest taka, że ta spłata obciąża budżet państwa i pojedynczy obywatel nie widzi jak jest indywidualnie obciążony. Odczuwa to oczywiście przez wzrost kosztów wszystkiego i pogarszanie się jakości i dostępności usług publicznych, np. opieki zdrowotnej, ale nie zdaje sobie często sprawy co do rzeczywistych przyczyn.

Upolitycznione decyzje kadrowe, ręczne sterowanie spółkami przez administrację państwową, uzależnianie samorządów od lokalnych partyjnych baronów, to oczywiście droga do centralistycznego państwa i to się dzieje od siedmiu lat, a teraz w roku wyborczym przyspiesza.

„Kupowanie” Suwerena, za pieniądze Suwerena, z zadłużaniem Suwerena – osiąga szczyty!

Maria Małgorzata Janyska
Posłanka na Sejm RP