Oszczędności na NPL, czyli frontem do pacjenta

szpital

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna, potocznie zwana Nocną Pomocą Lekarską to – szczególnie w okresie pandemii – usługa medyczna nie do przecenienia. Nocną Pomoc Lekarską wiele osób kojarzy z SOR-em. W Pile NPL funkcjonuje przy oddziale ratunkowym w Szpitalu Specjalistycznym, w dni robocze od 18:00 do 8:00 i całodobowo w weekendy, przyjmując większość pacjentów, którzy na SOR się zgłaszają.

„Funkcjonuje, przyjmuje” to chyba zbyt dużo powiedziane, bowiem od kilku miesięcy sytuacja w NPL stała się wręcz patowa. Skorzystanie z owej „pomocy” graniczy z cudem, a pacjenci, dojechawszy do pilskiego szpitala, żeby zeń skorzystać muszą uzbroić się w stoicką cierpliwość, bo albo mogą czekać kilka godzin na lekarską poradę, albo gdy cierpliwości zabraknie, udają się do ościennych miejscowości. Dlaczego tak się dzieje w pilskiej NPL? Tak, znowu idzie o „oszczędności”. „Oszczędności”, dzięki którym najbardziej cierpi pacjent!

A jak wygląda rzeczywistość związana ze świadczeniami w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej w pilskim szpitalu, niech opowie lekarz, który od 2016 roku pełnił w ramach NPL dyżury. Niestety, już rozwiązał umowę z pilskim szpitalem… i nie ma zamiaru podpisywać nowej. Oto co mówi, w gorzkich słowach o pilskim NPL, lekarz który na dyżury przyjeżdżał z miejscowości odległej o 250 kilometrów od Grodu Staszica.

– Nocna Pomoc Lekarska w Pile miała na dyżurach obstawę w postaci 2 pionów dyżurowych, tj. 2 lekarzy i 2 pielęgniarki. Wszystkie dyżury były obstawione dyżurowo. Nie na wszystkich obstawa była podwójna, jeśli chodzi o lekarzy, z uwagi na braki kadrowe w całym kraju. Zgodnie z umową ustną zawartą w 2018 roku z dyrektorem Szucą, w przypadku gdy na dyżurze był 1 lekarz (i pracował za dwóch) to dostawał dodatek w wysokości 100% stawki godzinowej za każdą godzinę pracy w pojedynkę. Czyli, krótko mówiąc, stawka była wówczas podwójna. Umowę ustną poprzedni dyrektor cały czas respektował, obecny dyrektor również, ale do czasu.

Na początku sierpnia tego roku, gdy druga fala pandemii nadchodziła wielkimi krokami i wszędzie rosły stawki dla personelu medycznego, dyrekcja szpitala w Pile wpadła na „genialny” pomysł zmiany umowy z NFZ, która polegała na tym, że od września „zeszli” z 2 zespołów na 1 zespół na dyżurze. Oczywiście w tej sytuacji przestał też obowiązywać dodatek, o którym mówiłem wcześniej. Z uwagi na dużą populację mieszkańców powiatu pilskiego, 1 lekarz na dyżurze to zdecydowanie zbyt mało, część lekarzy nie chciała nawet przy podwójnej stawce dyżurować w pojedynkę, z uwagi na „mordercze” obciążenie pracą, w okresach jesienno-zimowych rzadko który lekarz brał dyżury pojedyncze, bo praca w tym okresie była tak ciężka, że czasem sprawiała wrażenie niemożliwej do wykonania. W sytuacjach, gdy dyżur był pojedynczy, podwójna stawka częściowo wynagradzała morderczy dyżur.

W związku z powyższymi zmianami obowiązującymi od września zdecydowana większość lekarzy wypowiedziała umowy, bo po co mają przyjeżdżać do Piły na drakoński dyżur, skoro w swoich miejscach zamieszkania mają możliwość dyżurowania w NPL za podobne lub lepsze pieniądze, w dużo spokojniejszych warunkach, a nie na wariata, w tak ciężkich warunkach, jak opowiedziałem wcześniej.

Obecnie obstawionych jest średnio około 7 dyżurów w skali całego miesiąca, mają też lekarzy pod telefonem, którzy jeżdżą stwierdzać zgony. Pozostałe 23 dyżury pozostają bez obstawy. Pacjentów mają niby przyjmować lekarze SOR-u, ale Ci tego nie robią i nie mają zamiaru robić, a ponadto ich obciążenie pracą na SOR-ze i tak nie pozwoliłoby czasowo na przyjmowanie pacjentów z Nocnej Pomocy. W praktyce więc przez te 23 dni pacjenci z Piły pozostają bez pomocy.
A teraz sedno sprawy. Z informacji, które do mnie dotarły wynika, że dyrekcji nawet ta sytuacja odpowiada. Dostają pieniądze z NFZ za usługi, których nie wykonują, bo NFZ płaci ryczałtem za Nocną Pomoc.

Do NFZ spływają w lawinowej ilości skargi na brak pomocy ze strony NPL, ale dyrekcja podobno żali się, że lekarze to tchórze, boją się koronawirusa i z tego powodu uciekli, i co w tej sytuacji biedna dyrekcja ma zrobić. Więc NFZ ze zrozumieniem przymyka na to oko. Podobnie tłumaczą się zapewne staroście.

Podsumowując. Dyrekcja oszczędza i jest zadowolona, pacjenci pozostają bez opieki, a wszystkim dookoła sprzedaje się bajkę, że lekarze uciekli ze strachu przed covidem!

Dyżury można obstawić bez problemu, wszyscy są gotowi dalej dyżurować́, jedyna przeszkoda to dyrekcja szpitala.

To tyle od lekarza, przez kilka lat dyżurującego na NPL w Pile, który problem zna z autopsji. Komentarza nie będzie, ponieważ każdy sam może wyrobić sobie opinię na ten „śmierdzący” temat. Stwierdzam tylko jedno. Jest to, bez dwóch zdań, działanie w myśl hasła FRONTEM DO PACJENTA! 😉

M.M.

 

***

Sprostowanie

Nieprawdziwa jest informacja zawarta w artykule pt. „SZPITAL SIĘ ROZPADA” autorstwa Pana Marka Mostowskiego, opublikowanym w Tętnie Regionu LISTOPAD r. nr 11 (167), jakobym jako przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Szpitala Specjalistycznego w Pile im. Stanisława Staszica podpisał przywołane w artykule oświadczenie w zamian za gratyfikację – podwyżkę pensji o 500 zł od 1 października b.r. Rzekoma podwyżka, jak sugeruje się w przedmiotowym artykule, nie jest podwyżką, ale dodatkiem funkcyjnym z tytułu zastępstwa w związku z nieobecnością zastępowanego przeze mnie kierownika Sekcji Energetycznej.

Nieprawdziwa jest również informacja zawarta w artykule, że pismo adresowane do Parlamentarzystów Wielkopolski z dnia 18 sierpnia 2020 r. zostało podpisane przez członków zarządu związku. Pismo jest opatrzone jedynie pieczęcią związku zawodowego, bez jakichkolwiek podpisów i zostało napisane bez mojej wiedzy przez anonimowego autora/-ów z nieuprawnionym wykorzystaniem pieczęci związkowej.

Henryk Budzyński

 

***

Od redaktora:

W numerze styczniowym (2021 r.) Tętna Regionu, zgodnie z art. 32 pkt 6 Prawa Prasowego, opublikujemy komentarz/polemikę do powyższego sprostowania.

Marek Mostowski