Zielona Góra triumfuje. Pilanie z podniesioną głową.

pilanie_z_podniesiona_glowa

Zielona Góra z kompletem zwycięstw już wywalczyła sobie awans do I ligi. Pilanie byli jedynym zespołem, który mógł jeszcze zagrozić podopiecznym trenera Góreckiego. Znakomite widowisko jakie zafundowali nam zawodnicy obu drużyn z całą pewnością zasłużyło na miano „hitu sezonu”. Pilanie, pomimo niekorzystnego dla siebie rezultatu (6:7), mogli wracać do Piły z podniesioną głową. Przegraliśmy bowiem naprawdę nieznacznie i to na boisku I ligowca.

Nigdy nie mieliśmy dobrych wspomnień z zielonogórskiej eskapady. W pierwszym sezonie dostaliśmy w trąbę 9:3, by rok później zdobywając tytuł wicemistrzowski przegrać ponownie tym razem 8:1. Obie porażki były naszymi najwyższymi w historii klubu. Aktualna pozycja w ligowej tabeli gospodarzy oraz fakt 13 zwycięstw z rzędu, raczej nie napawał mnie optymistycznie przed sobotnim hitem. Przyznam się szczerze, że przed oczami miałem raczej czarny scenariusz, a hit sezonu jak to często bywa w polskich trawiastych rozgrywkach, byłby określony słowami „z dużej chmury, mały deszcz”.

Tak się jednak nie stało, pilanie pod wodzą Karola Skiby zagrali tego wieczoru świetne spotkanie i byli równorzędnym rywalem dla już świeżo upieczonego pierwszoligowca. Nie oznacza to oczywiście, że nie ustrzegliśmy się błędów… ba! Błędami tylko z tego spotkania, można by obdzielić dwie następne kolejki. W bramce ze względu na kontuzję Adama Kujawskiego, po raz pierwszy w tym sezonie w pełnym wymiarze czasowym, ujrzeliśmy Krzysztofa Walasa i bądź co bądź był to dobry występ naszego drugiego goalkeepera. Walas bronił w tym dniu pewnie i dobrze grał nogami. Kilka interwencji zasługiwało na olbrzymie brawa, co również dostrzegli gospodarze. Troszkę zabrakło mu jednak pewności w grze na przedpolu i bardziej zdecydowanych wyjść na rywala, czego efektem były „dwie siatki”. Dodajmy jednak, że kilka razy nasz zmiennik skutecznie uchronił nasz zespół przed stratą bramki.

W drugiej czwórce szansę występu w dłuższym wymiarze czasowym dostał młodziutki Karol Dera. Nasz młodzieżowiec nie odstawał od reszty kolegów i pewnie poruszał się po boisku. Warto również wspomnieć, że dwukrotnie był bliski pokonania bramkarza rywali. Przy tym nazwisku, również możemy zaznaczyć solidny plusik. Zresztą w tym dniu, każdy wyglądał dobrze. Chciałbym napisać, że od początku dobrze weszliśmy w mecz, jednak bym skłamał… Natomiast nasza gra, od samego początku wyglądała dobrze i pomimo błędów, które popełnialiśmy w całym spotkaniu – gra się przysłowiowo „kleiła” i to bez znaczenia, jacy zawodnicy aktualnie przebywali na parkiecie.

Zielonogórzanie? Jak przystało na lidera, bardzo dobrze poruszali się z piłką przy nodze, widać że ta, nie sprawia im trudności. Trener Górecki przez te trzy lata zbudował naprawdę świetny zespół w którym na próżno doszukać się słabych stron. Bardzo silna i wyrównana kadra łącznie z szeroką ławką rezerwowych. Doświadczeni już zawodnicy, mający za sobą nawet grę w barażach o Futsal Ekstraklasę oraz świetny trener. Mieszanka wybuchowa, która w obecnych rozgrywkach nie ma sobie równych.

Dobra gra pilan na terenie tak klasowego rywala na pewno cieszy. Każdy z nas gdzieś w głowie miał myśl o sprawieniu niespodzianki, każdy z nas zwłaszcza przy wyniku 5:5 w końcówce spotkania wiedział, że ten mecz można zakończyć sukcesem. Zadecydowały, jak to zawsze bywa, detale. Tak, dokładnie te detale, którymi my zdystansowaliśmy goniących nas rywali, te detale, którymi zdystansowała nas Zielona Góra.

Spotkanie pomimo porażki napawa optymizmem. W całych obecnych rozgrywkach przegraliśmy tylko dwukrotnie, właśnie z Zieloną Górą. Jadąc na boisko mistrza naszej ligi, wiedzieliśmy, że udajemy się na starcie z pierwszoligowcem. W perspektywie możliwości gry w I lidze, która może pojawić się przed nami w tym roku, chcieliśmy udowodnić przede wszystkim samym sobie, że jesteśmy w stanie rywalizować z drużynami na tym szczeblu rozgrywek. Udowodniliśmy.

Zielonej Górze składamy najszczersze gratulacje z Piły. Lubuski Futsal na swoim profilu udostępnił wpis „król jest tylko jeden”. Zgadzamy się z tym i oddajemy królowi co królewskie, życzymy powodzenia w I lidze i… kto wie, być może do zobaczenia już wkrótce.

AZS Zielona Góra – KS Credo Futsal Piła 7:6 (4:3)

Źródło http://futsal.pila.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *